Zamość, Roztocze i... dalej

Strona utworzona przy pomocy programu: Serif WebPlus.   Ostatnia aktualizacja: 2012-08-24 18:54:14

Coś o sobie, ale nie za wiele

Mam na imię Mieczysław. Kiedyś takie imiona były w modzie.

Urodziłem się w Dniu Matki dokładnie w połowie XX wieku. To dość dawno, ale stary chyba nie jestem (zależy jak zdefiniujemy to pojęcie).


Co lubię? Na pierwszym miejscu bezdyskusyjnie stawiam naleśniki. Dalej długo nic, aż wreszcie... Lubię poznawać. Mogą to być nowinki techniczne (elektronika przede wszystkim), ale najbardziej lubię poznawać teren. Mówiąc prościej - uwielbiam turystykę czyli: współżycie z przyrodą (niezbyt dokuczliwą, oczywiście), łażenie (lub jeżdżenie rowerem) po szlakach, zwiedzanie zabytków, szwendanie się po bezdrożach, błądzenie w lasach i ... co by tam jeszcze. Uwielbiam wiosnę i wczesne lato. Jesień, chociaż taka kolorowa - nie dla mnie. Widzę wtedy przyrodę, może i ładną, fotogeniczną, ale w stanie przedagonalnym. Zima, brrr - to już zupełnie nie to.


Moja przygoda z Roztoczem rozpoczęła się dawno, dawno temu. W roku 1980 zbliżyłem się znacznie do tej cudownej krainy przenosząc się z rodziną do Zamościa. Stąd na Roztocze już mały kroczek. Kroczek ten (samochodem, rowerem, a nawet piechotą) robiłem w prawie każdy wolny weekend. Roztocze Środkowe złaziłem wzdłuż i w poprzek, przeważnie w samotności.

Super fotograf.

Następny rozdział mojej roztoczańskiej przygody rozpoczął się na jesieni 2003 r., kiedy to stałem się uczestnikiem forum dyskusyjnego Grupy Turystycznej Roztocze. W ciągu kilku dni poznałem wspaniałych ludzi, na początku tylko w internecie, a zaraz potem "na wizji", czyli na roztoczańskich rajdach. Stałem się członkiem społeczności ludzi dysponujących niesamowitą wiedzą, pełnych niewyczerpanego zapału w zdobywaniu najdalszych zakątków tej ziemi. Przyznaję, że w ciągu ostatniego roku poznałem znacznie, znacznie więcej Roztocze niż kiedyś, dzięki wiedzy i doświadczeniu moich grupowych Kolegów. A co z tego wynikło...


Moje oczy skierowały się na południowy-wschód. Ta część Roztocza była dla mnie kiedyś "białą plamą". Wybór okazał się nadzwyczaj trafny. Poznałem zakątki o niesamowitym geograficzno-dziejowym klimacie. Nieistniejące wsie, piękne drewniane cerkiewki, stare cmentarze z bruśnieńskimi nagrobkami będącymi dziełami sztuki, przydrożne krzyże i kapliczki... Tego nie znajdziemy nigdzie indziej. Na początku nazywałem ten region "Małymi Bieszczadami", ale zauważyłem potem, że to Bieszczady należy nazywać namiastką Roztocza Południowego.

Potem poszedłem jeszcze dalej. Przy współudziale Grupowiczów przełamałem wreszcie obawy związane z przekroczeniem naszej wschodniej granicy i kilkakrotnie odwiedziłem Ukrainę. A wrażenia? Niezapomniane! Odwiedziłem Ukraińskie Roztocze - Krechów, Stradcz, Potylicz, no i wreszcie Lwów. Zwiedziłem także Olecko, Krzemieniec, Poczajów, Zbaraż, Kamieniec Podolski, Czerniowce...


A co dalej?


Latka poleciały i nie wiadomo kiedy z czynnym uprawianiem turystyki jest coraz gorzej. Nieubłaganie zbliża się starość. A tu jeszcze jakieś choróbska człowieka nawiedzają. Moja banalna choroba, dzięki "fachowej wiedzy" zamojskich lekarzy nie została na czas zdiagnozowana i pozostał mi częściowy niedowład nóg (polineuropatia). Oj, paskudnie. Chodzić niby mogę, jeździć na rowerze też, ale to już nie ta przyjemność. Z tego powodu trochę mi to łażenie przeszło. Zresztą - Roztocze znam już na wylot, niektóre miejsca odwiedziłem już chyba z siedemset dwadzieścia pięć razy. Mój "bliźniakowy" charakterek domaga się czegoś nowego i nowego. Trzeba ruszać gdzieś dalej, ale co na to moje biedne chore nóżki...


Kocham jednak niedoskonałość terenu, czyli góry. Jak łatwo zgadnąć, szczególną miłością darzę nasze Tatry. Tam mogę być niezliczoną ilość razy i zawsze coś nowego znajdę. Bieszczady, Góry Stołowe, Karkonosze są także warte zainteresowania, ale co Tatry, to Tatry.


Oczywiście, zawsze noszę przy sobie aparat fotograficzny i turystyczny odbiornik gps zaopatrzony w dokładne mapy. Robię wspaniałe zdjęcia, ale gdy po powrocie do domu oglądam je w domowym zaciszu, stają się jakieś takie coraz mniej wspaniałe... Taki los.

Teraz trochę o rodzinie

A teraz może coś o rodzinie... Hmmm, chyba jednak od tego trzeba było zacząć, a nie od siebie - znowu uwidocznił się ten "bliźniaczy" egoizm.


Moim najwierniejszym towarzyszem życia, zatem i wypraw wszelkich, jest kochana żoneczka. Szwenda się chętnie(?) ze mną po nierównościach zarośniętego terenu, czasami tylko narzekając, że ciągle pod górę i pod górę, a z góry to w ogóle nie ma. Czasami jednak jest inaczej: moja połowica wpada w szpony swojego hobby, jakim jest patchwork, czyli zszywanie do kupy jakichś kolorowych szmatek. Podejrzałem cichcem, że wszystko co zrobi opisuje na swoim blogu.


Mamy dwóch synów. Idąc dalej przez pokolenia dochodzimy do dwóch wnuczek: na zdjęciu obok:  Agatka (10 latek) i pięcioletnia Ewunia. To nasze kochane pociechy.

01.

mój mail to: mblasz at poczta.onet.pl


mój blog to: http://mfblasz.blogspot.com


poniżej jest tylko taki prościutki blog próbny