Strona utworzona przy pomocy programu: Serif WebPlus

Zamość - ciekawostki

Pod Zamościem

 

Dnia 25 lutego 1656 r, poranek był nieco mglisty. Śniegi już się topiły. Bramy twierdzy zamojskiej były pozamykane. Fosa już rozmarzała, była tylko cienka kra.

Za murami drzemali obrońcy ubrani w skóry. Miasto wypełnione zbiegami.

Tutaj szlachcic z nałożnicą, tam giermkowie a tam znowu paru rycerzy. Pan Czarniecki został zaproszony do pałacu. Jeden z obrońców mający sokoli wzrok drzemał na murze w pobliżu bastionu czwartego. Musiał być bardzo zmęczony, albo podgrzany gorzałką, bo spał zamiast wyglądać wroga. Już słoneczko było wysoko, mgła poranna nieco opadła, gdy rozległ się huk armatni, kula zataczając szeroki łuk trafiła śpiącego w lewą nogę. Obudził go dopiero ból. Za chwilę nad murami widać było grad kul ołowianych wystrze­liwanych z niewielkich działek przez szwedzkich dragonów.

Tak huczny był szturm, że nie było słychać ani dzwonów ani zegara. Rozległ się kwik i cisza, bo padła świnia, która wałęsała się wzdłuż murów.

Tak rozpoczęło się oblężenie twierdzy zamojskiej przez Szwedów. Gdzieś koło południa do Sitańca dojechał z trudem król Karol Gustaw. Na wyboistym gościńcu pełnym dziur rozleciało się koło przednie w królewskim pojeździe. Król nie zdążył i nie zobaczył pierwszej reakcji obrońców twierdzy na szwedzkie kule. Ochrona królewska zaczęła nerwowo poszukiwać koła, które by pasowało do ogromnej karety ciągnionej przez 6 koni.

Jakiś uczynny podpowiedział, że pewnie znajdą takie koło w pobliskich Bortatyczach. Tam są kołodzieje i robią koła do wozów. Po kilku godzinach rzeczywiście dwóch dragonów przywlokło koło, trochę mniejsze, ale okrągłe i okute. Nasmarowali oś, założyli koło i wreszcie karoca królewska ruszyła, lekko pochylona. Kiedy król zbliżał się do murów Zamościa panowała jakaś dziwna cisza, zamiast walczyć, dragoni siedzieli nad fosą i nawet byli zadowoleni. Szybko się zagadka wyjaśniła, bo po prostu głodni wojownicy zostali przez Polaków nakarmieni i wcale nie mieli ochoty zdobywać murów. Już miał połajać leniuchów, gdy coś dziwnego zaczęło się dziać. Z murów na linach spuszczono stół, później parę kociołków. Nie wiadomo skąd pojawili się pachołkowie z białym obrusem, przykryli stół, ustawili jadło i ogromną upieczoną świnię, która na łbie miała dół od uderzenia kuli oraz roztrzaskany ryj.

Przyszedł też jeden rycerz z listem do króla od jaśnie pana Jana „Sobiepana" Zamoyskiego. Powiedział: jaśnie królu mój pan nie ma ochoty gościć Ciebie w twierdzy i żadna siła nie zdobędzie jej. Jednak poznaj polską, gościnność najedz się do syta i mijaj twierdzę o 4 mile, bo jak nie to już do Szwecji nie wrócisz. Zły król co miał robić, kapelusz mu ze złości prawie ślipia zasłonił. Kazał zabrać tą upieczoną świnię i skierował się ku zachodowi, bo mu donieśli, że tylko 3 mile stąd jest inne miasto, ale nikt nie potrafił wymówić jego nazwy....

Ostatni Szwedzi odeszli spod twierdzy pierwszego marca, ale maruderzy jeszcze kilka dni błąkali się w okolicy. Wielu wyłapano a innych przepędzono.

Karol Gustaw z elitą swojego wojska po obrabowaniu Szczebrzeszyna jadąc ciągle krzywą karetą w kierunku Lwowa trafił na gościniec krasnobrodzki. Tu Szwedów spotkała znowu nie miła przygoda...

 

Co było dalej? To i inne opowiadania znajdziemy w broszurce Edwarda Słoniewskiego pt. "Śladami bohaterów Trylogii Henryka Sienkiewicza"

Szwedzki stół